18 28 527 09

biuro@orawa.eu

Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Karol Wojtyła na Orawie

Kategoria:

Chałupa Misińców fot. Leszek JaniszewskiChałupa Misińców; fot. Leszek Janiszewski

Na terenie Muzeum - Orawskiego Parku Etnograficznego znajduje się obecnie zagroda Misńców, która, obok założenia dworskiego, jest jedynym zespołem budynków zachowanych in situ, tzn. nie przenoszono ich do skansenu, ale włączono w jego obręb. Budowę domu ukończono tuż przed wybuchem I wojny światowej – na tragarzu w białej izbie widnieje data 25 maja 1914 roku.

Wspominamy dzisiaj, w setną rocznicę urodzin św. Jana Pawła II, o tym zabytkowym budynku, bowiem według informacji od właścicieli młody Karol Wojtyła gościł tutaj w 1938 r., tuż po złożeniu egzaminu maturalnego, jako junak budował drogę z Zubrzycy Górnej do Zawoi. Według karty ewidencyjnej służbę odbył w 7 batalionie 9 kompanii Junackich Hufców Pracy między 20 czerwca a 17 lipca 1938 r. i pracował przy II etapie budowy drogi przebiegającej przez Przełęcz Krowiarki, łączącej Zubrzycę Górną z Zawoją.

Epizod ten opisuje Roman Gajczak w artykule zatytułowanym „Junak Wojtyła” opublikowanym w tygodniku społeczno-kulturalnym stowarzyszenia PAX „Katolik” w 1987 r. Pisze on:

PIC 1 G 7331 3Budowa drogi przez Przełęcz Krowiarki w 1938 r.; fot. z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-7331-3W tym miejscu, gdzie obecnie znajduje się skansen rozmieszczony był obóz junacki; stały długie baraki, drewniane stoły, dymiła kuchnia polowa, na maszcie powiewała biało-czerwona flaga. W obrębie zabudowań znajdowało się wydzielone miejsce na sprzęt. Junacy sypiali na pryczach. Wstawali o piątej rano i po stereotypowych czynnościach obozowych, o szóstej wyruszali do pracy. Maszerowali w szyku na wcześniej wyznaczone miejsca. Jedni nieśli pod pachą deski, inni na ramieniu łopaty i kilofy, niektórzy pchali taczki. Grupa, w skład której wchodzili Karol i Zdzisław, budowała, a właściwie przygotowywała do budowy, odcinek drogi Zubrzyca – Krowiarki, położony o jakieś 2 km na północny zachód od ich obozu.

Nic zatem dziwnego, że z czasem i tutaj, w chałupie Misińców zgromadzone zostały rozmaite przedmioty nawiązujące do osoby papieża-Polaka i jego pontyfikatu, w szczególności przypominające o jego związkach Babią Górą, Górną Orawą i działalnością duszpasterską na tych terenach, które jako biskup i kardynał często odwiedzał.

Marcin Kowalczyk

Ocalić od zapomnienia: Kuźnie i kowale

Kategoria:

kuźnia fot.R.CiokXIX-wieczna kuźnia z Zubrzycy Górnej, fot. Roman CiokNa terenie Muzeum – Orawskiego Parku Etnograficznego znajdują się trzy kuźnie. Najdłużej jest u nas kuźnia z XIX wieku usytuowana w starej części muzeum, która została sprowadzona z Zubrzycy Górnej. Druga z kolei druga kuźnia znajduje się w zachowym in situ w obejściu Misińców z 1914 roku (obecnie obok amfiteatru, nieco przesunięta). Trzecia kuźnia została sprowadzona z Jabłonki i jest obok chałupy Omylaka, w głębi, między drzewami.

Są to kuźnie o konstrukcji zrębowej, prostokątnej, pokryte dachami dranicowymi dwuspadowymi, z wysuniętymi okapami, które niegdyś były ochroną dla koni, oraz miejscem spotkań gospodarzy, kiedy przyśli se poradzić. Niewielkie okna kuźni zabezpieczone były żelaznymi kratami, lecz drzwi z pięknie okutymi zawiasami, otwierane na oścież, zapraszały do wnętrza – orawskie kuźnie zapraszały jeszcze w latach ‘70-tych XX wieku.

okucie zawiasa m opefot.R.CiokOkucie zawiasa, fot. Roman CiokWchodząc do kuźni najpierw można zauważyć wymurowany piec i palenisko – jakby teroz kowol skońcył robote. Obok niego miech ze skóry, ręcznie poruszany, często przez dzieci lub pomocników kowala, aby podnieść temperaturę w piecu. Na środku kuźni stały zaś zwykle dwa pieńki wbite w ziemię, a na nich kowadła i młotki. Pod oknami półki na kolejne narzędzia potrzebne kowalowi do pracy. Widzimy tu przykręcone imadło,wyklepane, gotowe do odbioru trójnogi, czyli podstawki pod garnki, żeby w czasie gotowania posiłków nie przypaliło się jadło. Dalej brusek nożny z kamieniem do ostrzenia, a na ścianie narzynka do gwintów, umocowana ręczna wiertarka – bormaszyna i kilka rodzajów kleszczy. Mamy tu jeszcze półkę z kołkami, a na nich wiszą wyroby kowalskie: podkowy, motyki, łańcuchy ,hamulce, obręcze. Obok pieca jest też piesek drewniany – to trójnóg dla oparcia przedniej nogi konia w trakcie zmiany podkowy.

Tu wszystko było, wszystko ręcznie się robiło. Wszystko miało moc, trwałość i piękno. Warto wspomnieć, że wyroby były przecież zdobione. Używano do tego specjalnych stempli, którymi wykonywano różne ornamenty: roślinne, zwierzęce, geometryczne, zauważyć można też słoneczka, księżyce i gwiazdki. Oglądając kuźnie widzimy je na kowadłach, na zawiasach, ozdobach na drzwiach, ale też na okuciach przy wozach, sankach, bryczkach...

W kuźniach wiejskich w XIX i XX w. pracowali kowale, zwykle samoucy. Oprócz pracy na roli dorabiali do budżetu domowego w kuźniach. Cieszyli się szacunkiem i zaufaniem. Często byli zapraszani w gościnę i sadzani na honorowym miejscu przy stole. Z czasem kowale zniknęli i kuźnie zamilkły. Nie słychać już odgłosów młotów, brzęku żelaza, trzaskania ognia, rżenia koni, gwaru – spotkania zastąpiły smartfony, media społecznościowe.

Warto czasem zajrzeć skansenu i naszych wiejskich zakładów przemysłowych, by, przenieść się w myślach do tamtych lat...

Zofia Warciak

Stawianie moja

Kategoria:

W najnowszym Przewodniku po Muzeum - Orawskim Parku Etnograficznym o stawianiu moja piszemy tak:

Zwyczaj ten najdalszymi korzeniami sięga najprawdopodobniej pogańskich czasów, związany jest z nadejściem wiosny i obrzędowością właściwą tej porze roku. Wiecznie zielone drzewo to symbol życia, energii, a jednocześnie popędu i płodności, które z świata przyrody miały przechodzić na człowieka. Na Górną Orawę dotarł z Austrii i Słowacji. Moje stawiane są z 30 kwietnia na 1 maja, w noc ss. Filipa i Jakuba. Odpowiednie drzewo – świerk, sosnę lub jodłę ścinano i okorowywano, lecz na wierzchołku długiej żerdzi pozostawiano zieloną koronę, którą ozdabiano m.in. bibułkami i wstążkami. Tak przygotowanego moja kawaler stawiał przy chałupie wybranej panny (oczywiście pojawiały się także niesnaski między kawalerami zainteresowanymi tą samą panną). Jeśli zaloty były akceptowane to moj pozostawał aż do drugiego dnia Zielonych Świątek...

W naszym skansenie z roku na rok czynimy zadość tej tradycji, choć zwykle w nieco innej formie - stawiamy moja przed chałupą Alojzego Dziubka w towarzystwie turystów, zwykle licznie nas odwiedzających w majowy weekend. Tym razem wypadło nam jeszcze inaczej - postawiliśmy moja sami. Dedykujemy go wszystkim tym, którzy chcieliby być u nas, za którymi tęsknimy i którzy tęskną za nami - zwiedzającym, turystom, tym wytrawnym i tym dopiero początkującym miłośnikom kultury ludowej i kultury w ogóle...

Zapraszamy do oglądania!

oprac. Leszek Janiszewski