18 28 527 09

biuro@orawa.eu

Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Ocalić od zapomnienia: zioła w tradycji ludowej

Kategoria:

15 sierpnia przypada święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny – Matki Bożej Zielnej. Ludowe porzekadło mówi, że tego dnia każda roślina i kwiat woła zanieś mnie do kościoła.

Poświęcony bukiet ziół i kwiatów, owoców i zbóż nabiera właściwości leczniczych. Przez cały rok leczy ludzi i zwierzęta. Chroni też przed czarami i złymi mocami. Należy go przechowywać za obrazem we wnętrzu domu.

Kiedyś wierzono, że choroby mogły być wywoływane przez rozmaite demony i czarownice, które swoimi zabiegami, czarami, szkodziły człowiekowi zsyłając na niego choroby, podobnie jak nieodpowiednie zachowanie się w czasie świąt, czy światło księżycowe, czy ostry blask słońca. Twierdzono również, że złe powietrze i silne wiatry odgrywają wielką role w przenoszeniu i rozprzestrzenianiu się chorób. Niektóre dolegliwości miały pochodzić z uroków – uważano, że złe spojrzenie mogły posiadać nie tylko czarownice, ale także osoby niezdające sobie z tego sprawy. Za źródło wielu niedomagań uznawano złe sny, a konkretnie wyśnione demony, które pojawiały się i przybierały ludzką lub zwierzęcą postać. Jeszcze inną przyczyną chorób, np. reumatyzmu i infekcji skórnych mogła być woda.

Ochroną przed chorobami w wierzeniach ludowych były np. noszenie z sobą swego rodzaju amuletów: przedmiotów poświęconych, np. medalików, krzyżyków, buteleczek z wodą święconą, które, szczególnie ta poświęcona w Wielką Sobotę lub pochodząca z miejsc pielgrzymkowych, miała być lekarstwem na wszystkie dolegliwości. Wierzono też, że by być zdrowym i aby ciało było czyste i zdrowe należało w Wigilię Bożego Narodzenia jeść czosnek, jabłko i do wieczerzy usiąść w butach oraz czystych ubraniach. W Wielki Piątek zaś rytualnie obmywano ciało przed wschodem słońca w wodzie, która w tym dniu miała być lecznicza.

Ważną rolę na wsiach odgrywało także ziołolecznictwo. Rośliny od wieków służyły ratowaniu zdrowia, nie tylko w tradycji ludowej. Wpływ na to miało środowisko klasztorne, które w dużym stopniu rozwinęło ogrodnictwo i ziołolecznictwo. To mnisi wykonywali pierwsze receptury z ziół, choć wierzono, że tylko Bóg może pomóc złagodzić wszelkie dolegliwości i tą moc dał Jezusowi, apostołom i ich następcom. Uzależniano też wyzdrowienie od wewnętrznej przemiany, żalu i pokuty.

W tradycji ludowej długo wierzono (i jest to widoczne do dziś), że najlepszym lekarzem w jest natura.

Leczeniem zajmowały się często zielarki. Jako kobiety, istoty z natury opiekuńcze, miały być wrażliwe na ból i cierpienie innych. Ich wiedza miała obfitować nie tylko w wiadomości terapeutyczne, umiały także zbierać, suszyć i przechowywać rośliny lecznicze. Znajdowały zastosowanie nie tylko dla kwiatów, ale także korzeni, bulw, kłączy, owoców, nasion, kory, gałęzi, pąków, soku, a nawet słomy i siana. Kobiety umiały tez sporządzić leki, maści, syropy, nalewki. Zioła zbierano na granicach, miedzach, wokół świętych kapliczek czy krzyży. Miejsca te miały mieć moc magiczną. Niektórych chorób miano się też pozbywać będąc w bezpośredniej bliskości z drzewami: dzikim bzem, dębem, brzozą, topolą, osiką, wierzbą, czy lipą.

Uzdrawiająca moc ziół i tu z czasem wiązana była z religią. Dawne zaklęcia zastępowano modlitwą, zmieniano nazwy roślin (na przykład dziurawiec nazywano dzwonkami Matki Bożej). Dla ochrony zioła wkładano do kołyski, noszono przy sobie, palono je w piecu przed burzą, dodawano do zbóż jako ochrona przed zniszczeniem oraz do pierwszego snopka, aby gryzonie nie zjadły ziarna. Wkładano je także do trumien zmarłym, aby nie wracali do domu…

Przykłady ziół stosowanych na Orawie:

Mięta – królowa ziół

Występuje w Europie, Azji, Ameryce. Legenda głosi, że jej nazwa wywodzi się z mitologii greckiej: Hades zakochał się w dziewczynie, nimfie, o imieniu Mintha. Dostrzegła to jego żona i chciała ją zadeptać na śmierć. Hades zamienił ją w zieloną, świętą roślinę – miętę. Od tej pory mięta jest symbolem silnych uczuć do bliskiej osoby. Do dziś wszak mawia się, że ktoś czuje do kogoś miętę, pozostała więc dedykowana sprawom miłosnym (ale też społecznym i finansowym), poleca się ją kochankom celem pobudzenia namiętności, a noszona w portfelu usuwa lęki i przyciąga szczęście, chroni przed zawiścią i zazdrością.

Co ciekawe, miętę spotykamy też w ewangelii św. Mateusza, gdzie Jezus mówi uczonym, że dają daninę z mięty a zapominają o sprawiedliwości (Mt 23,23).

Mięta stosowana jest w kuchni, medycynie i przemyśle. Ma działanie orzeźwiające, odkażające, przeciwbakteryjne, przeciwzapalne, łagodzi nudności, wymioty, stres.

Jest składnikiem wielu produktów i potraw, gum do żucia, cukierków, pasty do zębów. Ma działanie rozkurczowe, ułatwia trawienie, zapobiega wzdęciom. Olejek miętowy stosowany jest do inhalacji przy zapaleniu zatok, grypie, przeziębieniu.

dziurwiec fot min KFDziurawiec; fot. Katarzyna FujakDziurawiec – dzwonki Matki Bożej

Legenda głosi, że plamy na liściach tej rośliny to ślady krwi poranionych stóp Matki Bożej, które powstały podczas ucieczki przed Herodem, a także, że to szatan kłuł liście, aby dokuczyć Maryi, która bardzo tą roślinę lubiła. W ikonografii często przedstawia się Marię stąpającą po ziołach. Poza tym dziurawiec jest też tzw. zielem świętojańskim i krzyżowym (bo listki ma ułożone na kształt krzyża).

Już w średniowieczu ziele to miało koić ciało poranionych rycerzy. Lekarstwo to w bywało używane w rozmaitych formach: sproszkowane, suszone, jako napar, odwar, wyciąg, sok, syrop, olejek, maść, okład, balsam, składnik leczniczych naparów, a nawet, poświęcony, do okadzania ludzi i zwierząt.

W medycynie ludowej, domowej, wywar z dziurawca stosowano w bólach żołądka i wątroby, Ma leczyć depresję, lęki, niepokój i bezsenność. Sok zaś z dziurawca przypominał krew, dlatego leczono nim też i krwotoki z nosa, chorzeniach naczyń krwionośnych przemywano rany po oparzeniach.

Zofia Warciak

Ocalić od zapomnienia: świętojańskie zwyki

Kategoria:

W kalendarzu chrześcijańskim 24 czerwca przypada święto Narodzin św. Jana Chrzciciela. W tradycji ludowej czas ten był, jeszcze stosunkowo niedawno, bogaty w przeróżne obrzędy związane z przesileniem letnim, które nosiły w sobie także pierwiastki kultu Słońca.

Na dawnej Słowiańszczyźnie było to wielkie święto powitania lata obchodzone w najkrótszą noc w roku (z 23 na 24 czerwca) oraz najdłuższy dzień – 24 czerwca. Świat chrześcijański, podobnie, jak wiele innych pogańskich zwyczajów, utrzymał i zasymilował noc Kupały w postaci świętojańskiej lub jańskiej nocy, sobótki, która przechodząc swoistą transformację przetrwała w reliktowych i już cząstkowych formach obrzędowych do naszych czasów.

Św. Jan Chrzciciel jest patronem pasterzy, kuśnierzy, rolników, krawców, kowali, farbiarzy, stolarzy, a także opiekunem domowych zwierząt, szczególnie owiec. W ikonografii przedstawiany jest jako chłopiec, młodzieniec odziany w zwierzęce skóry, z krzyżem w ręku oraz barankiem leżącym u jego stóp, albo którego trzyma na ramionach.

Świynty Jon, świynty Jon, polana zielono,

Polona zielono, piyknie umajono

Za jedny doliny słónecko wychodzi,

Za drugi doliny słónecko zachodzi,

Poli się ta poli oginek na holi,

Któz go ta zapolił – Janicek ze skoli.

Tak dawniej śpiewano na Górnej Orawie, gdzie dzień ten miał szczególnie znaczenie. W wigilię św. Jana gazdowie przyozdabiali (a czasem wciąż jeszcze przyozdabiają) swoje domy oraz budynki gospodarcze gałązkami, głównie jesionu, lipy, czy leszczyny. Są to drzewa o znaczeniu magicznym – miały chronić gospodarstwa, szczególnie chroniły przed wężami, kretami i myszami. Szczególnie gałązki lipy – bowiem lipa to drzewo opiekuńcze, przyjazne, dające spokój, patronujące miłości, płodności i narodzinom – zabezpieczały też przed czarownicami, złymi mocami oraz przywracały wegetację roślin. W przeddzień św. Jana należało też zebrać dziurawiec – w tym dniu miał mieć najwięcej właściwości leczniczych i szczególną moc – wszak nazywano go świętojańskim zielem. Gaździny zaś powinny przed wschodem słońca wyjść z domu i przejść dziewięć miedz rwąc z każdej sznurowej roli trawy, którą później dawano do jedzenia krowom, aby dawały dużo mleka.

Pastyrecka w lesie gałązecke niesie,

Pola umajone, krowy uwiązane.

Na świetego Jana pasterka śpiywała

Kozdo dolinecka wesoło bywała.

Na orawskich pastwiskach i polanach słychać było taki radosny śpiew, który obchodzili swoje święto, bowiem wśród ludności zajmującej się głównie rolnictwem i wypasem, dzień św. Jana był tym szczególniej obchodzony, że było to święto pasterskie.

Obchody rozpoczynały się już wigilię: palono ogniska na polanach i halach gotując świąteczne potrawy pasterskie, odbywały się przeróżne zabawy i gry zręcznościowe, często tańczono przy muzyce.

pary w strojach ludowych tańczące w trakcie imprezy plenerowejŚwięto Pasterskie w skansenie w Zubrzycy Górnej, lata '80 XX w.; fot. J. Mazur, Archiwum M-OPENastępnego dnia pasterze i pasterki w tym dniu wcześnie rano zaczynali paść gęsi, krowy czy owce. Potem zamykali inwentarz w kosorach i stajniach, przywdziewali odświętnie odzienie i szli na odpust do Orawki, na który dawniej schodzili się pasterze niemal z całej Górnej Orawy. Ludzie spotykali się, uczestniczyli razem w uroczystej sumie polecając się opiece św. Jana. Po mszy św. za zaoszczędzone albo otrzymane od gospodarzy grosiki mogli kupić od handlarzy piszczałki, grzebienie, kolorowe cukierki, spinki i piśkorki (rodzaj zabawek, gwizdków). Była to wielka radość dla dzieci. Gazdowie orawscy przygotowywali też wówczas różne podarki dla juhasów, honielników oraz innych zajmujących się na co dzień wypasem.

Po powrocie z odpustu we wsiach budowano koleby (szałasy z gałęzi jodły, świerka, lipy czy jesionu). We wnętrzu umieszczano stół wykonany z pnia drzewa oraz różne siedziska z korzeni. Przygotowywano masło, chleb, jajka na jajecznicę, słoninę lub boczek, kawę zbożową, kompot z poziomek i cukierki z odpustu, matki przygotowywały dla dzieci serki w kształcie serca. W kolebie dzieci spędzały cały dzień. Bawiły się w rożne wymyślone zabawy, grały na listkach, piscołkach, zakupionych na straganach drumlach i różnych gwizdkach. Przed kolebą rozpalano ognisko, smażono jajecznicę, która w ten dzień zawsze szczególnie smakowała, bo nie dodawano do jajek mleka ani mąki.

koliba2 koliba3 koliba1
Koliba w skansenie, 2016; fot. R. Ciok    

 

W dzisiejszych czasach rekonstrukcje takich świętojańskich i pasterskich obrzędów możemy podziwiać na scenach podczasróżnych przeglądów folklorystycznych i lokalnych wydarzeń kulturalnych organizowanych także i w naszym skansenie, szczególną rangę zaś ma w regionie, obok odpustu w Orawce, Święto Pasterskie organizowane dziś w Lipnicy Wielkiej z początkiem lipca.

Zofia Warciak, Marcin Kowalcz