18 28 527 09

biuro@orawa.eu

Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background
Slide background

Ocalić od zapomnienia: chleb piecony w izbie orawskiej

Kategoria:

star, masywny pobielony piec w dworze MoniakówPiec w dworze Moniaków,; fot. Dominika Wachałowicz-Kiersztyn

Chleb pokarm, o ktorego pytomy co dziyń w pocierzak Ojca nasego ktory jes w niebie: Chleba nasego powsedniego dej nom dzisiok. Pytomy samego „chleba”, bez dodatków, bo chleb od downa jes nojwoznyjsym jadłym dlo cłowieka i darym Bozym. W dziysiejsyk casak mozno chleba kupić pod dostatkiym o roznyk smakak, ale tyn co się upiece w doma, jego smak dostaje w pamiynci na wdy.

Zeby upiyc chleb po piyrse trza wiedziec jako to zrobić. Nojlepi jak się to widziało w doma abo u babki. Zeby chleb był dobry to trza znać troche zakazów, przesądów, zwycajów i mieć dobry piec, ale i naczynia potrzebne do zarobiynio ciasta.

Zakazy i przesądy z opowiadanio babki:

  1. Nie piyc chlyba w piątek, bo to dziyn, w ktorym umarł Pon Jezus na Krzyzu. Mozes zrobić ino zacyn (rozczyn).

  2. Nie zaziyroj jak ciasto rośnie, bo opadnie i upiece się zakalec.

  3. Nie pol w piecu drzewym, w który trzasnoł pieron.

  4. Nie pol w piecu drzewym zbabranym.

  5. Nie puscoj do domu nikogo obcego, zeby chlyb nie dostoł uroku.

  6. Nie wodzć (kłócić się) się z chłopym, ani z dzieciskami, zeby diabeł się nie ciesył, bo upiece się zakalec.

  7. Nie siadoj, kiedy pieces chlyb, bo chlyb opadnie jak się będzie piyk w piecu.

  8. Naczynia nie dawoj na przeciągi.

  9. Nie pozycoj nikomu nacyń, zeby ci nie zaurocyły inne baby, a jak pozycys to oddane pokrob wodą swiynconom, ale tak zeby one nie widziały.

Inne znane zwyczaje:

  1. Przezygnoj się Krzyzym Świyntym, kiedy zacnies robić ciasto na chlyb.

  2. Ubier się cysto i radośnie bo piecynie chlyba to świynto w doma.

  3. Miysoj ciasto od lewej strony, zeby rosło.

  4. Cmokoj i mlaskoj kiedy ciasto rośnie.

  5. Posprzontoj w środku piec chlybowy i pokrob go wodom świynconom,zeby złego wygnac z pieca.

  6. Przezegnoj chlyb, kiedy bedzies wkładac go do pieca

  7. Kie się chlyb upiece, dej go na wyrko na zogłówek albo pierzyne zeby pomału chłodnoł

  8. Nie kroj, ino łomoj potroche kozdymu.

Stary przepis na chlyb po orawsku:

Nastrój mąke: weś ziarno zyta i pszenicy, zmiel na mąke w młynku albo w downym młynku – żarnach kamiennych.

Produkty na jedyn chlyb:

Dej 1kg monki zytniej,1 kg monki pszennej, 1 liter wody letniej, 1 śklonke mlyka, 3 łyzki soli, 1 łyzke cukru, 7dkg drozdzy, (albo zrób zacyn, cyli dej do gorka kamiennego pół kilo mąki zytniej, zalej ciepłom wodom na noc, dej do ciepłego miyjsca zeby zakisło).

Ciasto:

Obie mąki przesiej przez przetacek. Do małej gielatki (drewnianego nacynia) dej ciepłe mleko, drozdze, cukier, po gorzci monki i dostow zeby wyrosło. Zrób to wiecór.

Rano do tego zacynu drozdzowego albo tego zrobionego z maki zytniej dej reśte składników i zarobioj tak, jak zwycoj koze. Jak ciasto będzie odchłodziło od rąk to jus jes wyrobione. Przykryj ścierkom i dostow, zeby wyrosło. Po wyrobieniu ciasta uformuj chlyb okrągły, dej do opołki (formy drewnianej lub zrobionej ze słomy) i dostow zeby wyrósł.

Piecenie:

Chłop niek nastroi patyki suche, takie długie, to radzili na to szczapy drewna.

Dej ik do pieca, zapol-, niek sie piec mocno łozgrzyje. Po wypolyniu patyków posprzontoj piec z reśtek wyngli drzewnych i popiołu, nojlepi wysuszonym skrzydłem z gynsi. Chodź do pieca gorzć mąki, zeby sprowdzić cy piec jest nagrzony. Jak mąka będzie się wartko rumienić to jes ciepły, a jak nie, to piec trza dogrzoć. Do ciepłego pieca dej ciasto z opołki na łopacie. Zamknij piec. Po godzinie otwórz piec i przesuń chlyb do przodku pieca albo do zadku zeby się równo upiyk. Wyjmij z pieca, posmaruj wodom albo mlykiym i jesce na minute dej z powrotym do pieca po to, zeby skórka chleba była piykno i się świyciła. Upiecony wyjmij, dej na zogłówek, zeby ochłodnoł, a do pieca dej jedyn patyk, zeby piec nie był pusty do nastympnego piecynio.

Nie mortw się, jak Tobie za piyrsym razym się nie udo. Zrób za tydziyn na pewno będzie lepi. Kiedy pieces chlyb ni mozes być zło ani chłoro, bo ci się nie udo upiyc dobrego chlyba godała moja babka i powtarzała moja mama.

Powiedzonka babki:

Kiedy ci spadnie chlyb na ziym, to dzwignij i pocałuj, nie przeklinoj, podziel sie z inymi, a reśtki wysus, a nie wychadzuj. W razie biydy zmoc kromki wodą, dej do mlyka abo posmaruj śmietanom odmiynknie i zjys ze smakiym.

Kie sie stracis i nie bedzies wiedzioł jako się wrócić do domu, przyboc se z kim się dzieliłes chlebym w wilijo a trafis do domu z powrotym.

Poświynć chlyb po wigili w św. Szczepana. Na wiosne, kie bedzies sioła albo sadziła rzepe i inne nasiona, dej na zogun albo na grzontke, zebyś miała plon. Poświynć tys chlyb w Wielko Sobote, a kie bedzies chłoro alebo twoje zwierzynta, to zjydz na zdrowie.

Troche jes roboty, ale godali że bez roboty nie zjys kołocy, cyli po nasymu: jak się nie łorobis, to swojego nie zjys. Jak to sytko bedymy przestrzegac, co nom dostawili w tradycji nasi przodkowie i sanowac ziym jako matke rodzącą plony, to zawse bedymy zyć w dostatku.

Zofia Warciak

moskole - kilkanaście małych placków piekących się na piecu z blachąMoskole pieczone w trakcie zajęć "Od ziarna do chleba" w skansenie; fot. Roman CiokP.S.

Nojprości i nojwarci upiyc starodowny moskol mały okrągły placek na ciepłych

blachak pieca albo na patelni.

Przepis:

Weś 1 kg mąki, 1 łyzecke sody, scypte soli, pół litra wody ciepłej albo mlyka słodkiego, może być i mleko kwaśne.

Wykonanie:

Do miski wlej trochę wody albo mleka, dej sode i sól, wymiesoj, a kie to zrobis, dodawoj mąke i miysoj, coby ciasto było gynste. Kie wyrobis ciasto, to bier po troche ciasta łyzkom, łobsyp mąkom i piec z obu stron.

Mozes moskol jes som albo popić mliykiym, posmarować co mos w doma!

Ocalić od zapomnienia: jadło wielkopostne

Kategoria:

Produkty uzyskane z uprawy roli, hodowli bydła i zbieractwa, które używano do przygotowywania potraw w okresie Wielkiego Postu.

Z uprawy roli pozyskiwano:

  • różnego rodzaju zboża – orkisz, owies, jęczmień, żyto, pszenica ozima i jara, len i siemię lniane, a także, w ostatnim dwudziestoleciu, pszenżyto,
  • rzepę (ziemniaki), groch, bób, kapustę, brukiew (kwaki), czosnek i cebulę.

Dzięki hodowli pozyskiwano:

  • mleko słodkie i kwaśne, śmietanę, masło, maślankę, sery, serwatkę,
  • mięso, tłuszcz.

Zbieractwo dawało:

  • suszone grzyby, suszone jabłka i borówki – czarne jagody,
  • zioła i przyprawy.

Z wyżej wymienionych zbóż, szczególnie z orkiszu, owsa, żyta, jęczmienia robiono mąkę z której wypiekano moskole (czyli placki) na blasze, na piecu, gotowano kluski, zacierki, rzezańce (makarony).

Chleb rzadko w poście pieczono. Wypiekano go dopiero na Wielką Niedzielę. Chleb wyrabiano wówczas z najlepszej mąki – pszennej.

Kaszę z kolei pozyskiwano z ziarna jęczmienia, które tłuczono w stympie

Kawa zbożowa powstawała przez prażenie ziarna zbóż na piecu. Uprażone ziarno mielono w specjalnym ręcznym młynku celem pozyskania kawy.

Ziemniaki były codzienną potrawą. Gotowano je w łupinach i pieczono na piecu, obierano i gotowano. Po ugotowaniu spożywano tłuczone lub całe, a także tarte na różne kluski albo dodawane do mąki, żeby potrawy mączne były dłużej świeże.

Kapustę jadało się prawie codziennie: kiszoną i gotowaną lub tylko kiszoną i okraszoną olejem. Z niej też odciskano sok na kwaśnicę, którą podgrzewano i pito w czasie przeziębienia albo gotowano tzw. postną kwaśnicę (tj. bez mięsa). Jadano też kapustę na słodko, nie kiszoną, a tylko poszatkowaną, zalewaną mlekiem i gotowaną.

Groch gotowano w osolonej wodzie i spożywano suchy lub gotowano z niego zupę.

Bób pieczono na piecu albo, podobnie jak groch, gotowano w osolonej wodzie i spożywano po odcedzeniu.

Brukiew czyli kwaki uprawiane były w każdym gospodarstwie. Kroiło się je na plastry i piekło na rozgrzanym piecu.

Czosnek i cebula służyły nie tylko w kuchni, ale też używano ich w celach leczniczych.

Mleko, jeśli tylko było, rozcieńczano wodą do spożycia, ale również zakwaszano, żeby mieć śmietanę, ser i serwatkę.

Śmietanę wykorzystywano na masło, które sporządzano w drewnianym naczyniu – maśnicce. Po zrobieniu masło solono lub topiono, w czasie postu go nie spożywano. Produktem ubocznym powstałym w trakcie wyrabiania masła była maślonka, którą stosowano jako osobny napój lub dodawano ją do gotowanych ziemniaków.

Ser pozyskiwało się z podgrzanego kwaśnego mleka, o ile krowy w gospodarstwie się dobrze doiły i było mleko. Podgrzane kwaśne mleko należało oddzielić od płynu – serwotki, a uzyskany syr dać do płóciennego woreczka w kształcie serca. Woreczek z serem wkładano do drewnianej prasy i ściskano, żeby resztki serwatki wyciekły. Po 3 dniach serek wyciągano z woreczka i kładziono na zapiecek, żeby go wysuszyć. Podczas suszenia należało taki serek troszeczkę posolić i co parę dni odwracać, aby równomiernie wysychał. Tak wysuszony tarło się potem do różnych klusek. Niewysuszony zaś służył do codziennego spożycia.

Mięso jadano tylko w niedzielę i w małych ilościach, szczególnie drobiowe. Gotowano polywke, czyli rosół na mięsie drobiowym. Ugotowane spożywano razem z ziemniakami i rosołem.

Tłuszcz – jedynym tłuszczem spożywanym w okresie Wielkiego Postu był olej, który był tłoczony z siemienia lnianego w wiejskich olejarniach. Z 1 kg siemienia lnianego można było wytłoczyć ok. miarkę oleju, czyli 1/4 litra. 1 kg wysuszonego siemienia lnianego należało stłuc na mączkę, następnie zmieszać ją z wodą, ugnieść i rozrobić. Tak otrzymaną mieszaninę należało ogrzać w garnku mieszając, żeby się nie przypaliła. Powstałą papkę przekładano do płóciennego woreczka i wyciskano z ciepłej masy olej. Zlewano go do butelki szklanej i zakręcano, resztki dawało się bydłu lub kurom.

Grzyby, których zbierano bardzo dużo latem i jesienią, suszono na zewnątrz pod strzechą nawiązane na nić i podwieszone pod okapem chałupy niczym sznury korali. Jeśli pogoda była niesprzyjająca – suszono je na zapiecku. Po wysuszeniu przechowywano w małych srombkak, czyli skrzynkach lub w płóciennych torebkach na zapiecku. Obok kapusty i ziemniaków były podstawowym produktem do przygotowania potraw.

Jabłka i borówki również suszono, potem przygotowywano z nich kompoty i marmoladę. Suszone jedzono też… zamiast cukierków.

Ziół używano jako przypraw i w celach leczniczych. Wśród nich był kminek, mięta, dziurawiec, kwiat lipy, lubczyk, macierzanka. jałowiec, liście maliny, jeżyny i poziomek, brusznic i borówek i wiele wiele innych.

Z wyżej wymienionych produktów dawne Orawianki potrafiły przygotować rozmaite poste posiłki dla swojej rodziny.

Jak przechowywano te produkty i gdzie oraz jakie dania przygotowywano napiszemy niebawem.

Zofia Warciak

Piscołka wielkopostna

Kategoria:

Nasz kolega, pracownik muzeum i muzyk ludowy Marcin Kowalczyk opowiada o orawskiej piszczałce wielkopostnej i prezentuje grę na instrumencie.

Zapraszamy do oglądania i słuchania.

Pani na Moniakówce

Kategoria:

Przekraczając próg dworu Moniaków, wchodzimy najpierw w ciemną, pokrytą sadzą, kurną izbę, a następnie zaglądamy do świetnicy, której drewniane ściany noszą wyraźne ślady uderzeń ciesielskiego topora, aby za moment zawitać w obszernym, jasnym salonie. Kontrast tych pomieszczeń w pewnym sensie odzwierciedla burzliwe losy tego budynku i jego mieszkańców, którzy w tej orawskiej, podbabiogórskiej miejscowości założyli swą rodową siedzibę. Przez stulecia zmagali się, w jakże trudnych, górskich warunkach, z wszelkiego rodzaju przeciwnościami, a przecież losy tej ziemi były często tragiczne, naznaczone historycznymi i gospodarczymi meandrami, zawieruchami dziejowymi oraz wszelkiego rodzaju epidemiami, morami, często też ubóstwem i głodem, walką o przetrwanie. Owa uformowana przez czas faktura belek, wystrój wnętrz, wszelkiego rodzaju sprzęty, narzędzia codziennego użytku, meble – te surowe, chłopskie i bardziej subtelne, dworskie, budują intrygującą atmosferę, a świadomość, że ten prastary kompleks dworski stoi na swoim miejscu od kilku wieków, przenosi nas myślami w te dawne lata.

Stojąc na glinianym klepisku w cornej izbie możemy wyobrazić sobie ostatnią panią dworu Joannę z Lattyáków Wilczkową, jak krząta się po swoich izbach. Ubrana w szeroką suknię z kokardami, z nałożoną chustą - smatką na głowie, z lekko przygarbioną, ale pełną dostojeństwa, godności i dworskiej wykwintności postawą zarządza, wydając swoim pomocnikom drobne polecenia. Johana, bo tak mówili na nią okoliczni mieszkańcy, miała niełatwe życie, które nie szczędziło jej trudnych i dramatycznych doświadczeń.

stara pożółkła fotografia w sepii, widok do pasa, młoda kobieta z jasnymi, ciasno upiętymi włosami w ciemnym stroju spogląda przed siebie, jest zwrócona nieco w swoje lewoJoanna Lattyák,XIX/XX w., fot. Archiwum M-OPEUrodziła się w Zubrzycy Górnej w 1875 roku. Jej mamą była Joanna z Moniaków Lattyákowa, a ojcem Jan Lattyák, prawnik, który pełnił funkcję sędziego okręgowego Królestwa Węgierskiego. Widzimy więc, że ten dwór od początku swego istnienia stanowił ośrodek życia gospodarczego i kulturalnego, nie tylko samej Zubrzycy, ale także całej ówczesnej Orawy. Żanetta, Żanka, tak zwracali się do niej najbliżsi, wyrastała w domu, gdzie rozmowy prowadzone były w kilku językach: węgierskim, niemieckim, słowackim, a także polskim: zapewne w orawskiej gwarze. Ta mozaika językowa, a co za tym idzie obyczajowa odzwierciedlała w pewnym stopniu wielokulturowy charakter tej ziemi. 

Johana straciła dwóch mężów. Pierwszy mąż – Józef Cserepy poległ, tak jak ich sy Józko, na froncie I wojny światowej, zaś drugi – Eugeniusz Wilczek również przedwcześnie zmarł. Wydarzenia te bardzo na nią wpłynęły, zmieniły ją, szczególnie nie mogła pogodzić się ze śmiercią najukochańszego synka Józefa. Od tego czasu rodową siedzibę zamieszkiwała sama. Często odwiedzał ją brat Sándor Lattyák, dyplomowany inżynier leśny, starszy radca leśnictwa Królestwa Węgierskiego, który szczególnie w okresie letnim przyjeżdżał z Budapesztu na wypoczynek.

stara, pożółkła, czarno-biała fotografia: starsza kobieta siedzi na krześle przed drewnianym budynkiem zwrócona w stronę obiektywu, na głowie ma zawiązaną chustkę, jest ubrana w ciemny strój z jasnym fartuchemJoanna z Lattyáków Wilczkowa, lata '30 XX w., fot. Archiwum M-OPEWłaśnie w taki, sierpniowy, ciepły dzień w 1937 roku, razem z bratem podpisują dokument darowizny całego zabytkowego obejścia dla państwa polskiego, co stało się zalążkiem naszego skansenu – instytucji, która obecnie funkcjonuje pod nazwą Muzeum – Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej.

Do końca swojego życia z wielką troską opiekowała się rodzinnym majątkiem. Zmarła samotnie w moniakowym dworze 19 marca 1951 roku w wieku 76 lat. W marcu 2020 r. mija 69 rocznica jej śmierci. Wspomnijmy zatem tę wiele znaczącą dla kultury Orawy postać, przywołajmy obrazy z przeszłości. Jerzy Modziejowski w książce Orawą…Podhalem…Spiszem… pisał tak: …Bodaj latem 1935 roku wracałem z Babiej przez Krowiarki, a że napadł mnie ulewny deszcz, więc schowałem się pod okap gospodarczych zabudowań „Moniakówki”. Po chwili przedstawiłem się zacnej pani Joannie Wilczkowej, właścicielce dworku; poczęstowany garnkiem gorącego mleka, dowiedziałem się z rozmowy, że razem z bratem Aleksandrem Lattyákiem postanowili jako ostatni przedstawiciele dawnego rodu sołtysiego na Orawie ofiarować całe zabytkowe obejście Państwu Polskiemu.

Każdy odwiedzający do dziś dwór Moniaków i spoglądający na sosręb salonie zauważy napis Non domus, sed hospicjum (łac. ‘Nie dom, lecz gościna’) – ta sentencja jest niezwykłym świadectwem gościnności i otwartości mieszkańców tego domostwa, a szczególnie niech przypomina nam o ostatniej spadkobierczyni – pani Joannie z Lattyáków Wilczkowej.

Marcin Kowalczyk